piątek, 20 czerwca 2008

Przejazdy rodzinne w WKD

PKP Warszawska Kolej Dojazdowa Sp. z o.o. uprzejmie informuje, że w okresie wakacji letnich 2008r. wprowadza tzw. "przejazdy rodzinne".

Z przejazdów tych mogą korzystać osoby dorosłe, które nie posiadają indywidualnych uprawnień do przejazdów ulgowych odbywające przejazd z dzieckiem, które nie ukończyło 16 roku życia. Osoby te mogą wówczas wykupić dla siebie i dla dziecka jednorazowe bilety "tam" lub "tam i z powrotem" według taryfy ulgowej 50%, albo nabyć w kasie biletowej bilet jednorazowy wg taryfy ulgowej 50% dla siebie i bilet jednorazowy dla dziecka zgodnie z przysługującą mu ulgą ustawową lub handlową. Uprawnienie do przejazdów rodzinnych przysługuje we wszystkich pociągach przewidzianych w rozkładzie jazdy WKD.

Kasa biletowa dokonuje na biletach dla osoby dorosłej i dla dziecka adnotacji: "Przejazd rodzinny" i potwierdza ją datownikiem kasy. Podróżny, który nabył bilet na przejazd w punkcie uprawniającym do sprzedaży biletów na linię WKD dokonuje samodzielnie wpisu "przejazd rodzinny" na bilecie. Osoba dorosła powinna posiadać przy sobie dokument stwierdzający wiek dziecka. Jeżeli osoba dorosła odbywa przejazd z więcej niż jednym dzieckiem, powinna dla pozostałych dzieci nabyć bilet zgodnie z przysługującymi im uprawnieniami oraz posiadać dokumenty potwierdzające te uprawnienia (np. legitymację szkolną).

Z "przejazdów rodzinnych" można korzystać:
- od godz. 00:01 dnia 21 czerwca 2008r. (sobota)
- do godz. 24:00 dnia 31sierpnia 2008r. (niedziela)


Źródło: Warszawska Kolej Dojazdowa

środa, 14 maja 2008

Rowerowy wyścig na orientację w Pruszkowie!

Słynne zaułki pruszkowskiego Żbikowa i klimat opuszczonych zakładów. Zarośnięte ścieżki niedostępnych leśnych ostępów i alejki osławionych Tworek. Popularne atrakcje turystyczne i nieodkryte tajemnice regionu. To wszystko połączy 31 maja Rowerowy Wyścig na Orientację WaypointRace 2008!

Zaczęło się pięć lat temu, gdy w Piastowie odbył się pierwszy w regionie miejski wyścig na orientację – alleycat. Kolejne zawody przynosiły nowe pomysły, dzięki którym każda impreza była całkowicie oryginalna. Pogoń za uciekającym autobusem, tropienie mordercy, polowanie na wampiry oraz nocne wizyty w leśnych i cmentarnych okolicach – tego wszystkiego nikt nigdy nie spodziewał się na starcie. A jednak!

Od roku pruszkowscy rowerzyści odwiedzają interesujące miejsca, biorąc udział w grze terenowej na orientację WaypointGame, łączącej ekstremalną turystykę rowerową z duchem rywalizacji. Jeśli widziałeś tajemniczą vlepkę na ścianie niedostępnego schronu, albo niedaleko zapomnianej leśnej mogiły, możliwe, że odnalazłeś kod gry. Z czasem, gdy obszar gry stale się powiększał, a liczba lokalizacji sukcesywnie wzrastała, zrodził się pomysł na imprezę, która przy pełnej przyjemności płynącej z używania roweru pozwoli jednego dnia zasmakować w niepowtarzalnym klimacie okolic Pruszkowa.

WaypointRace to ogólnokrajowy, profesjonalny wyścig, w którym każdy żądny przygód cyklista, bez względu na stopień zaawansowania, znajdzie kategorię odpowiednią dla siebie. WaypointRace to świetna zabawa zarówno dla amatorów, jak i dla stałych bywalców rowerowych rajdów na orientację.

Zwycięzcy otrzymają atrakcyjne nagrody, natomiast wszyscy będą mogli wziąć udział w odbywających się w tym czasie X Dniach Pruszkowa i koncertach przewidzianych na powyścigowy wieczór.

Udział w imprezie jest całkowicie darmowy, pod warunkiem rejestracji do 15 maja.
Więcej szczegółów oraz zapisy na: www.waypointrace.pl.

sobota, 22 grudnia 2007

Historia szpitala w Tworkach, część VII

Prezentujemy kolejną część z cyklu opisującego historię tworkowskiego szpitala autorstwa Pawła Artomiuka. Tekst pochodzi z numeru 28 czasopisma WPR.

Lot nad kukułczym gniazdem - historia szpitala tworkowskiego odc. 7

15 maja 1987 r. na kolejnego dyrektora szpitala w Tworkach została powołana Maria Pałuba, pełniąca wcześniej obowiązki zastępcy ds. lecznictwa. Nowa pani dyrektor jest absolwentką Śląskiej Akademii Medycznej. Pracę w Tworkach podjęta w 1964 r. Jeśli odliczyć ośmioletni pobyt za granicą (szpital psychiatryczny w Trypolis – Libia) przez cale zawodowe tycie jest związana z Tworkami...

Leczenie poprzez sztukę...

Z panią Marią Pałubą spotkaliśmy się w tworkowskim Klubie Pacjenta. Nasza rozmowa trwała blisko godzinę. Toczyła się w miłej, serdecznej atmosferze: "Okres przemian w Polsce był dla mnie zaczynem do tego aby podjąć większą inicjatywę, otworzyć szpital na świat. I rzeczywiście... za mojej kadencji rozpoczęliśmy intensywną współpracę z placówkami zagranicznymi. Podpisaliśmy czteroletni kontrakt współpracy z Centrum Psychiatrii w Gandawie (Belgia). Podjęliśmy współpracę ze szpitalami w Pradze, Dortmundzie, Lwowie i Charkowie. Równocześnie powołałam i zarejestrowałam Towarzystwo Przyjaciół Tworek – Amici di Tworki (wcześniej nieformalnie funkcjonujące jako Koło Przyjaciół Tworek).

Ponieważ z usposobienia i zachowania zawsze byłam humanistką, dużą rolę w moim życiu odgrywała sztuka. Pomyślałam, że ten element należałoby wprowadzić do zajęć w szpitalu psychiatrycznym. Założyłam Koło Przyjaciół Tworek, po czym wpadłam na pomysł zorganizowania wystawy, na której obok prac naszych pacjentów znalazły by się pracę artystów z całego świata. W tym celu nawiązałam kontakt ze znaną n całym świecie malarką, pisarką i poetką – Ewą Kuryluk. Napisaliśmy wspólnie "Apel do artystów świata". W odpowiedzi 85 polskich artystów oraz artystów z 16 państw (m.in. Japonii, USA, Francji, Argentyny, Australii...) ofiarowało na ten cel własne prace. Chciałam pokazać, ze ludzie z różnymi wadami psychicznymi nie muszą być izolowani, że mają uzdolnienia, rozwijają się, tworzą. Równocześnie chodziło mi o stworzenie szansy dowartościowania się dla tych osób, w kontekście praw człowieka, godności własnej, poczucia wartości itd..."

Dzięki chorobie jestem szczęśliwy...

Wspaniały odzew artystów świata sprawił iż miejscem wystawy stała się Narodowa Galeria Sztuki Zachęta w Warszawie. Obok prac znakomitych artystów takich jak: Magdalena Abakanowicz, Jerzy Nowosielski, Andrzej Strumiłło, Jan Dobkowski i wielu, wielu innych – na równorzędnych prawdach zaistniały prace chorych psychicznie ze Szpitala Tworkowskiego. Wystawa zwołała ogromne zainteresowanie widzów, artystów, krytyków, a także nabywców. Wystarczy dodać, że wszystkie prace podczas aukcji współprowadzonej przez polską artystkę Krystynę Jandę – zostały sprzedane. Wystawa ta była znaczącym wydarzeniem kulturalnym w życiu stolicy. Transmitowały ja główne programy telewizyjne, i radiowe, miała tez świetną recenzję w prasie. Należy dodać iż była ona ogromnym przeżyciem nie tylko dla pacjentów wystawiających swoje prace, ale też całej społeczności Szpitala. Bardzo dobra atmosfera oraz znakomite rezultaty sprawiły iż zamysł zorganizowania jednej wystawy przerodził się w stałą, mająca już swoją tradycję akcję "Razem w sztuce i życiu". Finałem tej akcji jest organizowana każdego roku kolejna wystawa, zawsze o tej samej nazwie, oprawie i założeniach jak ta pierwsza. Wystawa ta odbywa się jesienia, kiedy to w Szpitalu Tworkowskim organizowane są: konferencja na temat psychiatrii środowiskowej, Dni Zdrowia Psychicznego, spartakiady i inne imprezy kulturalne otwarte dla okolicznych mieszkańców. Całość tych wydarzeń została nazwana Tworkowską Jesienią. Miejscem wszystkich następnych corocznych wystaw (począwszy od 1994 roku) stała się jedna z największych, uznanych i tradycyjnie promujących dobrą sztukę - Galeria Zapiecek, usytuowana na Starym Mieście w samym sercu Warszawy. Początkowo znaczna większość chorych przekazywała swoje prace na Wystawę anonimowo, ale już po "sukcesach" pierwszej i drugiej Wystawy, proporcje te szybko zaczęły się zmieniać. Autorzy prac zaczęli udzielać wywiadów do prasy, radia, a także zaczęli występować w programach telewizyjnych. Chętnie też wypowiadali się i prezentowali swoją twórczość w redagowanym przez siebie kwartalniku "Tworkowskimi Alejkami" wydawanym przez Towarzystwo Amici di Tworki. Wystawy z serii "Razem w sztuce i życiu" oraz im podobne miały również miejsce w Paryżu, Nowym Jorku, Madrycie, Dortmundzie, Hamburgu, Lwowie i Pradze. Wśród twórców tworkowskich na szczególną uwagę zasługuje Stanisław Dutkiewicz. Był to człowiek, który nie miał wsparcia w rodzinie. Cierpiał na dolegliwości somatyczne. Dla niego sztuka siała się celem życia. Dutkiewicz był twórcą niezwykle oryginalnym i płodnym Zainteresowanie jego twórczością sprawiło, iż miał kilkadziesiąt wystaw indywidualnych w różnych miastach Polski, uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych, prezentował swoje prace również w Galerii Art En Marge u Brukseli. Tam właśnie podczas otwarcia wystawy do licznie zebranego grona ze wzruszeniem powiedział... "dzięki chorobie jestem szczęśliwy, dzięki chorobie mam przyjaciół, dzięki chorobie jestem obywatelem Europy". Wystawy "Razem w sztuce i życiu" poza tym, że stały się ważnym wydarzeniem w życiu każdego chorego i jego najbliższych - stały się również jakby kluczem do otwartego dialogu społecznego między różnymi światami, formą porozumienia między nimi, informacją o innej niż ta obiegowa prawda o ludziach psychicznie chorych.

Odchodzę...

Pierwsza wystawa przyniosła ze sobą spore pieniądze, które wpłynęły na konto Szpitala. Zgodnie z założeniami "Apelu do artystów świata" owa suma miała zasilić koszty na rozwój terapii poprzez sztukę. Kłóciło się to jednak z bieżącymi potrzebami Szpitala, co stało się jednym z najważniejszym powodów zarejestrowania niezależnej Fundacji. Tak też Koło Przyjaciół Tworek przekształcało się w Towarzystwo Amici di Tworki, którego zarządzaniem zajęła się sama pani dyrektor. Oprócz terapii sztuką, kadencja pani Marii Pałuby była bogata w ważne i potrzebne dla szpitala remonty. Wymieniono przeciekające dachy, oraz wreszcie doprowadzono do remontu systemu grzewczego, gdzie archaiczne 22 lokalne kotłownie, zamieniono na jedną centralną. Pani Pałuba postanowiła zrezygnować z funkcji dyrektora pierwszego dnia po przekroczeniu wieku emerytalnego. "Dla wielu to był szok, lecz planowałam to już wcześniej" - mówi. "Przez wiele lat dawałam z siebie wszystko, podświadomie jednak czułam ze szpital potrzebuje świeżej krwi". O pani Marii Pałubie, cały czas aktywnie działającej w Amici di Tworki krążą same dobre wspomnienia. Pozwolę sobie przytoczyć tylko kilka z nich: "Znacząca osobowość w historii Tworek", "Jako menadżer była wspaniała...", "Była zawsze kobietą elegancką, dbającą o siebie...". Ja mogę dodać, że ciągle taka jest. Przede wszystkim pomogła wielu chorym odnaleźć pasję, przez którą mogą odnajdywać siebie... Na jej biurku leży wiele wyróżnień z kraju i ze świata m.in.: Krzyż Kawalerski, "za wzorową pracę w służbie zdrowia" oraz "zasłużony dla miasta Pruszkowa"...

c.d.n.




czwartek, 22 listopada 2007

Historia szpitala w Tworkach, część VI

Szósta część tekstu opisującego historię szpitala w Tworkach autorstwa Pawła Artomiuka publikowanego na łamach czasopisma WPR.

Lot nad kukułczym gniazdem - historia szpitala tworkowskiego odc. 6

Na stanowisko nowego dyrektora naczelnego mianowano w 1976 r. Edwarda Krzemińskiego, lekarza psychiatrę, od 1963 r. sprawującego funkcje kierownicze w lecznictwie otwartym. Krzemiński był też specjalistą do psychiatrii dla województw: ostrołęckiego, ciechanowskiego i siedleckiego. Zastępcą dyrektora do spraw opieki zdrowotnej został Wojciech Moczulski...

Złoty środek

„Byli szalenie zaprzyjaźnieni, marzyli... jakie to oni wprowadzą zmiany i porządki.... potem widocznie różnili się w zdaniach...” -wspomina pani Anna Śliwicka.
„Dyrektor Krzemiński należał do partii, z kolei Wojtek Moczulski był bezpartyjny, co zresztą okazało się być złotym środkiem we wspólnym prowadzeniu szpitala. Właściwie szpitalem rządził dyrektor Moczulski, z tym że wiele spraw ustalali razem. Wojtek Moczulski był straszliwym przeciwnikiem złodziejstwa w szpitalu, skutkiem czego wiele osób go nie lubiło... Był bardzo surowy. Pamiętam jak jednemu z ordynatorów powiedział, że jest za głupi aby być psychiatrą... W obronie Pani doktor udała się delegacją ordynatorów... Dyrektor Moczulski wskutek interwencji przeprosiwszy ją powtórzył jednak: „Naprawdę uważam, że pani jest niezbyt mądra...”.
Dyrektor Moczulski od 1958 r. do śmierci w 1985 r. a więc przez całe swoje życie zawodowe, był związany ze szpitalem w Tworkach. Początkowo jako asystent, później ordynator. W 1979 r. objął kierownictwo Działu Metodyczno-Organizacyjnego i uzupełnił tą funkcją swoją działalność na stanowisku zastępcy dyrektora. Uczestniczył w licznych zjazdach krajowych i zagranicznych, kontynuował publikowanie prac z zakresu psychofarmakologii, alkoholizmu, psychiatrii sądowej. Był specjalistą wojewódzkim do spraw psychiatrii w województwach płockim i skierniewickim, a w latach 1981-1983 pełnomocnikiem Ministra Zdrowia dla województw południowej Polski. Tworzył schemat organizacyjny Zespołu, który po wielu latach starań został formalnie zatwierdzony w ramach nowego Statutu SP ZOZ. Od 1983 r. po rezygnacji ze stanowiska zastępcy dyrektora, rozbudował Dział Organizacji i Nadzoru oraz podniósł jego rangę do roli placówki sprawującej nadzór wojewódzki.

Nie wchodzić bez policji

Dyrektor Moczulski pojechał na narty i tam zemdlał. Trafił do szpitala. Okazało się że ma raka. Był na zwolnieniu lekarskim, ale ponieważ miał swój gabinet jako wicedyrektor, często w nim urzędował. Lubił rozmawiać z lekarzami, z niektórymi bardzo dobrze się znał... Pewnego dnia przyjechał wieczorem. Lekarz dyżurny zrobił mu herbatę. Zapytał się go jeszcze: „Dobrze się czujesz Wojtek?” Odpowiedział: „Dobrze...” na co lekarz odparł: „No to do jutra...”. Potem poszedł na dłuższy spacer i zamknął się gabinecie. Wywiesił na drzwiach „nie wchodzić bez policji" po czym popełnił samobójstwo (powiesił się)...
Po jakimś czasie rozchorował się Krzemiński. Podobno w czasie choroby zwykł mawiać: „Wszystko przez te cholerne tworkusy!” W końcu dyrektor Krzemiński odszedł z powodu choroby.

Nowy dyrektor

Kolejnym dyrektorem szpitala została dr med. Krystyna Łęczycka. Po raz pierwszy pracę w Tworkach podjęła w latach 1957-1964. Powróciła w 1968 r. na stanowisko ordynatora oddziału początkowo psychiatrycznego, od 1970 r. odwykowego i z lecznictwem odwykowym związała swoją dalszą działalność zawodową. W 1976 r. objęła kierownictwo Działu Leczenia Odwykowego, rozbudowując i unowocześniając jego pracę w miarę rosnących potrzeb i zmieniających się możliwości. Funkcję zastępcy dyrektora do spraw lecznictwa powierzono dr Marii Pałubie. Zastępcą do spraw ekonomicznych, był od 1983 r. - kierujący równocześnie gospodarstwem rolnym - inż. Andrzej Kacprzak...

c.d.n.

wtorek, 6 listopada 2007

Historia szpitala w Tworkach, część IV i V

Publikujemy kolejne dwie części histroii szpitala w Tworkach opisywanej w czasopiśmie WPR. Autorem tekstu jest pan Paweł Artomiuk.

Lot nad kukułczym gniazdem - historia szpitala tworkowskiego odc. 4

Pierwszym dyrektorem wyzwolonego szpitala został Feliks Kaczanowski, wybrany w czerwcu 1944 r. przez konspiracyjną radę zakładową szpitala i zatwierdzony na tym stanowisku przez Ministerstwo Pracy, Opieki Społecznej i Zdrowia - 1 kwietnia 1945 r.

Feliks Kaczanowski urodził się 27 maja 1904 r. Po ukończeniu studiów na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpoczął pracę w Tworkach. Był lekarzem pruszkowskiego Batalionu Armii Krajowej. Po Powstaniu Warszawskim organizował ucieczki z obozu przejściowego Dulag 121.
Był najbardziej znanym biegłym psychiatrą sądowym w lalach 1946 - 1947. Uczył psychiatrii sądowej nie tylko lekarzy, lecz i pracowników resortu sprawiedliwości. Miał bardzo osobisty stosunek do szpitala, chorych i pracowników. Obdarzony dużą odwagą i wrażliwością społeczną często atakował przepisy administracyjne i dyrektywy polityczne tamtych czasów. W sumie przepracował w szpitalu 44 lata, w tym 32 jako dyrektor.
Pani Anna Śliwicka pełniąca przez wiele lat funkcje bibliotekarki w szpitalu wspomina dyrektora Kaczanowskiego w ciepłych słowach:
„W życiu nie widziałam drugiego takiego człowieka, może Marek Katoński był taki wie pan; ja w życiu nikogo takiego drugiego nie spotkałam... Dla mnie był bardzo miły, bardzo ludzki.... Mój mąż był internistą, a potem konsultantem w Tworkach., jako konsultant źle się spisywał bo zaczai pić. Wkrótce zaprzyjaźnił się z docentem Dobrzańskim, który nie pił i często bywał u nas w domu. Kiedy Dobrzański dowiedział się, że piszę pracę z psychiatrii zaciągnął mnie do biblioteki. Wówczas poznałam dyrektora. Miałam poczucie, że przyjmując mnie do pracy i znając sytuację mojego męża nie był do końca zadowolony. Później wszystko się zmieniło...”

Dramatyczny zjazd...

17 stycznia 1945r. w dniu wyzwolenia Pruszkowa, stan Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Tworkach przedstawiał obraz typowy dla większości obiektów, przez które przeszedł front.
Wnętrza szpitala były przeważnie zdewastowane lub po prostu zużyte przez lata okupacji. Wyposażenie było zniszczone, niekompletne oraz wywiezione przez okupanta. Przystąpiono do odbudowy.
Po wznowieniu działalności szpital zatrudniał 238 pracowników, w tym 7 lekarzy i 16 osób średniego personelu. Aby zwiększyć kadrę zaczęto organizować kursy pielęgniarskie. Działania te przyniosły skutki: W 1966 r. szpital liczył już 265 kwalifikowanych pielęgniarek i pielęgniarzy. Bliskość Warszawy oraz trudności lokalowe w zburzonej stolicy powodowały, że Tworki gościły przez pewien czas wojskowe władze Departamentu Służby Zdrowia. W 1945 r. w szpitalu powstała Klinika Psychiatrii Akademii Medycznej, a w 1951 r. Instytut Psychoneurologiczny. W 1945 r. szpital gościł pierwszy powojenny zjazd lekarski - Walne Zgromadzenie Towarzystwa Psychiatrów Polskich. Był to najbardziej dramatyczny zjazd w historii towarzystwa. Po zakończonej wojnie, w której Niemej wymordowali tysiące chorych psychicznie, szpitale zostały zniszczone, a kadry lekarzy psychiatrów znacznie stopniały. Na sali zebrały się zaledwie 62 osoby. Wiadomo było wówczas, że 14 członków Towarzystwa zmarło, 35 zostało zamordowanych, natomiast o 243 brak było jakichkolwiek wieści. Na posiedzeniu m. in. odczytano testament dyrektora Witolda Łuniewskiego, który jedną piątą majątku przeznaczył na stypendia dla lekarzy psychiatrów. Niestety majątek ten przestał istnieć w czasie wojny.

Terapia zajęciowa...

W pierwszych latach powojennych kontynuowano metody lecznicze: stosowano wstrząsy kardiozolowe, insulinowe, elektryczne i szczepienie malarią. Zlokalizowanie Akademii Psychiatrycznej AM oraz Instytutu Psychoneurologicznego na terenie Tworek miało mieć poważny wpływ na dobór i rozwój metod leczenia w szpitalu. Kadra lekarska była na bieżąco informowana o otwierających się możliwościach terapeutycznych związanych z naukowym postępem. Uczestniczyła w pracach naukowych i publikowała własne doniesienia. W miarę rozwoju szpitala, naboru odpowiednich kadr, wzrosło zapotrzebowanie na działalność specjalistyczną. Powstawały nowe oddziały i pracownie kupowano niezbędny sprzęt medyczny.
W 1950 r. powstał oddział neurologiczny z pracownią rentgenodiagnostyki. W 1951 r. robiono już badania EEG aparaturą Kliniki lub Instytutu. Własny 16 kanałowy aparat EEG Tworki kupiły w 1956 r. na Targach Poznańskich za olbrzymią sumę 260 tyś. złotych. W 1957 r. kupiono pierwszy aparat do EKG. Oddział odwykowy powstał w 1958 r. Krzewicielem idei abstynenckich i leczenia odwykowego byt dr Jerzy Fiutowski, który objął ordynaturę tego oddziału. W 1959 r. wyodrębniono oddziały dla chorych psychicznie z gruźlicą, zaś na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zorganizowano oddział psychosomatyczny. Dziedziną, w której Tworki osiągnęły znaczący poziom była psychiatria sądowa. Dyrektor osobiście uczestniczył w opiniowaniu, a jego zainteresowania udzielały się młodszym lekarzom. Kaczanowski brał udział w wielu słynnych procesach Polski powojennej. Między innymi w latach pięćdziesiątych w sprawach Jerzego Paramonowa i prof. Tarwida. W latach sześćdziesiątych Joanny Szmigierówny i księdza Karwata, w latach siedemdziesiątych Józefa Gajdzika, braci Zakrzewskich z Rzepina, Karola Świerczewskiego i wielu innych. W powojennej psychiatrii, niezależnie od stosowanego leczenia wstrząsami czy później farmakoterapii, doceniono znaczenie celowej aktywności chorego dla jego samopoczucia. Już w pierwszych latach po wojnie w Tworkach powstają warsztaty terapii zajęciowej (WTZ) ukierunkowane na stworzenie pacjentom możliwości podjęcia pracy, a przy okazji uzyskania dla szpitala artykułów pierwszej potrzeby, (min. piekarnia, szwalnia, pracownie: krawiecka, szewska, introligatorska, czy też warsztaty tkackie i koronkarskie).

Fundusze z Anglii...

Dzięki reformie rolnej szpital otrzymał majątek Pęcice o pow. 230 ha. Pałac w Pęcicach przeznaczony został na oddział szpitalny, rozpoczęto uprawę ziemi, hodowlę, zagospodarowanie stawów rybnych. W 1950 r. powstała szkółka drzew owocowych i ozdobnych. W następnych latach szpital wzbogacał się o kolejne gospodarstwa: w Zarybiu koło Podkowy Leśnej (w 1954 r.), w Komorowie i Popówku (1955 r.), w Serokach i Paprotni (1957 r.). Powstały lam oddziały szpitalne dla chorych, a gospodarstwa prowadziły produkcję rolną i hodowlaną na potrzeby pacjentów i pracowników. Szpital w niemal 100% zaopatrywany był w mięso z własnej hodowli i częściowo w mąkę ze swojego młyna w Komorowie. W latach pięćdziesiątych przystąpiono do modernizacji urządzeń komunalnych, wywiercono nową studnię głębinową, wymieniono zużytą sieć wodociągową, instalacje elektryczne, odrestaurowano oczyszczalnie ścieków i postawiono stację transformatorową. Istniejące jeszcze piece zastąpiono centralnym ogrzewaniem.
W okresie 1958 - 1966 powstały na terenie przyległym do szpitala trzy bloki mieszkalne dla 93 rodzin (przy ulicy Sadowej) co umożliwiło przeniesienie pracowników mieszkających dotychczas w pawilonach szpitalnych i tym samym zwiększenie miejsc dla chorych. Z prywatnej fundacji pani Sue E. Ryder, Angielki działającej na rzecz pomocy dzieciom - ofiarom wojny, powstał w Tworkach pawilon dla dzieci upośledzonych umysłowo. Był to bungalow w angielskim kolonialnym stylu przekazany z pełnym wyposażeniem po l958 r. Pani Ryder nie ograniczyła się do jednorazowej dotacji, lecz przez wicie lat wspomagała oddział darami rzeczowymi. Ponieważ szpital nie zajmował się w zasadzie terapią dzieci, a Klinika Psychiatryczna Akademii Medycznej przeniosła się w 1965 r. do Warszawy, dzieci również przeniesiono. Pawilon został wykorzystany do innych celów, o czym nie powiadomiono fundatorki. Sprawa ta zakończyła się w sposób niezbyt przyjemny, gdyż pani Ryder - dowiedziawszy się z kilkuletnim opóźnieniem o zmianie przeznaczenia pawilonu - groziła konsekwencjami prawnymi i naturalnie zaniechała dalszej pomocy...

Lot nad kukułczym gniazdem - historia szpitala tworkowskiego odc. 5

Lata robią swoje... 1. marca 1976 r. dyrektor Feliks Kaczanowski został przeniesiony na emeryturę i mianowany na specjalistę ds. psychiatrii (podobno była to posada utworzona specjalnie dla niego...). Dyrektora dopadła starość, miał kłopoty z pokonywaniem schodów. Niektórzy mówią że stał się bałaganiarzem...

To nie było samobójstwo!

Jego śmierć do dziś wzbudza kontrowersje wśród byłych pracowników szpitala. Plotkę o domniemanym samobójstwie dyrektora Feliksa Kaczanowskiego po latach rozwiewa pani Anna Śliwicka, która dokładnie pamięta tamten dzień: „Dyrektor miał gabinet vis a vis mojego. Tego dnia jechałam do teatru. Przyszedł do mnie o czwartej zaparzyć sobie dziurawca. Obliczał sobie ile mu starczy saszetek. Odwiedzał mnie często, bardzo się lubiliśmy. Dyrektor wieczorem pił alkohol z późniejszym przewodniczącym związków zawodowych. Zresztą nie pierwszy raz od momentu przeniesienia go na nowe stanowisko, zdarzało mu się wracać do gabinetu troszeczkę na rauszu. Widziałam dwie butelki, nie pamiętam, czy to była czysta, czy jakiś inny alkohol w każdym razie temu drugiemu się nic nie stało. Pili w gabinecie dyrektora. Towarzysz dyrektora wyszedł, jak się dowiedziałam, o jakiejś ludzkiej porze. Ja byłam o dziesiątej. O w pół do jedenastej usłyszałam huk. Nie miałam żadnego przeczucia...
Następnego dnia o ósmej rano przyszedł mój pracownik. Najpierw zobaczyliśmy panie Kaczanowskie (żonę dyrektora z córką), które zaglądały przez dziurkę od klucza do jego gabinetu. Potem panie Kaczanowskie wybiegły i my zaczęliśmy patrzeć. Ja nic nie zauważyłam, bo drzwi były zamknięte. Dopiero mój pracownik spostrzegł coś niepokojącego. Dyrektor leżał... Zbiegliśmy po lekarzy."

Niedługo po śmierci dyrektora jego żona popełniła samobójstwo. Zostawiła list w którym napisała, że jej trumnę mają nieść następni dyrektorzy. Dlaczego? - być może... lepiej pozostawmy to domysłom. W jednej usłyszanych wersji miała uważać, że to właśnie oni przyczynili się do śmierci jej męża...

Z ciekawostek dotyczących życia Feliksa Kaczanowskiego trzeba dodać iż istnieją opinie, że jako współpracownik MBP udostępniał szpital do izolowania przeciwników politycznych. Jak było - tego niestety nie wiemy, jedno jest pewne, dyrektor Kaczanowski był związany rodzinnie z Zenonem Kliszką, którego żoną była siostra dyrektora Anna.

Nowy dyrektor

Na stanowisko nowego dyrektora naczelnego mianowano w 1976 roku Edwarda Krzemińskiego, lekarza psychiatrę, człowieka błyskotliwego i reprezentacyjnego. Zastępcą dyrektora do spraw opieki zdrowotnej został Wojciech Moczulski. Zmiana dyrekcji po ponad 30. latach kierowania szpitalem przez Feliksa Kaczanowskiego, wzbudziła w środowisku tworkowskim niepokój. Część lekarzy odeszła z pracy, nie mogąc pogodzić się ze zmianami. Utworzono nowe działy. Powstał między innymi dział Lecznictwa Odwykowego kierowany przez dr med. Krystynę Łęczycką. W ramach nowo powstałego działu rozwijało się lecznictwo odwykowe. Oddział odwykowy od 1976 r. został przekształcony w koedukacyjny z 50 łóżkami dla mężczyzn i 10 dla kobiet oraz podzielony na dwa pododdziały: diagnostyczny i rehabilitacyjny. Dołączono do działu Poradnię Odwykową istniejącą w szpitalu od 1970 r. i zorganizowano Klub Abstynentów, skupiający byłych pacjentów z rodzinami. Szpital udostępnił klubowi lokal, a całą działalność finansował z funduszu antyalkoholowego. Jedną z atrakcyjniejszych imprez stał się dwutygodniowy turnus wypoczynkowo-rehabilitacyjny, organizowany co roku w innej miejscowości wczasowej. Okres lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych cechuje zastój inwestycji w służbie zdrowia, co odbiło się również na stanie budownictwa w szpitalu tworkowskim. Poza remontami szpital nie wzbogacał się o nowe budowle. Nie udało się zrealizować planu budowy hotelu pracowniczego. W sferze obietnic pozostały także plany przyłączenia Tworek do miejskiej sieci ciepłowniczej. Cały czas funkcjonowało za to gospodarstwo rolne, znacznie okrojone: do 12 ha powierzchni w kompleksie tworkowskim i 51 ha w Pęcicach.
W 1978 r. Szpital stracił stawy hodowlane na rzecz SGGW AR. Ostatecznej likwidacji uległa szkółka drzew owocowych i ozdobnych. Uzyskaną powierzchnię obsadzono 5 ha jabłoni i 2 ha orzechów włoskich, które wymarzły podczas ostrej zimy 1986/1987.

Zapoczątkowana przez dyrektora Kaczanowskiego zmiana systemu organizacyjnego dała nadspodziewane wyniki. Liczba chorych przebywających w szpitalu zaczęła się systematycznie zmniejszać. Stało się to w samą porę, gdyż Tworki straciły jeden po drugim oddziały filialne. Likwidacji kolejno uległy oddziały: w Serokach, Komorowie, Pęcicach i na koniec w styczniu 1978 r. w Paprotni. Od 1977 r. zaczęto zmniejszanie liczby łóżek w szpitalu, stopniowo dochodząc do 1060 w 1982 r.

Niepokoje społeczne końca lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych znalazły swój oddźwięk w społeczności tworkowskiej. Zarysowały się różne linie podziałów światopoglądowych. W okresie ożywionej działalności Solidarności w szpitalu działały dwa związki zawodowe. Były postulaty wrzucane do specjalnej skrzynki, zebrania, dyskusje, ale nie było strajków. Z różnych stron dochodziły wieści o zatargach między pracownikami, a dyrekcją. Spokój w Tworkach mógł być pozorny, dlatego 9. czerwca 1981 r. odbyto się referendum. Pracownicy w tajnym głosowaniu musieli zmierzyć się z pytaniem: "Czy życzysz sobie dalszego sprawowania funkcji dyrektora Zespołu przez Edwarda Krzemińskiego" - życzono sobie, więc pozostał...

środa, 3 października 2007

Będą nowe pociągi w kolejce WKD

Dopiero za dwa lata pasażerowie wukadki zasiądą wygodnie w nowych wagonach. Taki ma być efekt przejęcia od PKP warszawskiej kolejki przez samorząd województwa mazowieckiego.

WKD kosztowała zaledwie trzy mln zł, ale samorząd wojewódzki zadeklarował, że przeznaczy na rozwój kolejki 166 mln zł.
– Prosimy pasażerów o cierpliwość – zastrzega od razu wicemarszałek Piotr Szprendałowicz. – Zmiany będą szybkie, ale na kolei to oznacza lata.
Marszałek planuje remont infrastruktury (ok. 20 mln zł) oraz zakup trzynastu pociągów za ok. 142 mln zł. – To będzie całkowita wymiana taboru – mówi Grzegorz Dymecki, prezes WKD. – Realnym terminemw którym pierwszy nowy pociąg wyjedzie na tory, jest rok 2009.

Nowe składy pozwoliłyby zwiększyć częstotliwość przejazdów kolejki o kilka kursów dziennie. Kolejnym problemem jest jednotorowy odcinek do Grodziska Mazowieckiego – spowalnia to podróż i dlatego prezes chce go jak najszybciej rozbudować. Samorząd ma jeszcze więcej planów – chciałby zbudować połączenie do centrum handlowego w Jankach z Komorowa lub Michałowic oraz linię komunikacji wewnątrz Pruszkowa – z Komorowa do stacji PKP Pruszków.
Jak na razie te plany to jedynie kolorowe kreski na mapach. Marszałek nie potrafił powiedzieć, kiedy mają szansę zostać zrealizowane.

Otwartą kwestią pozostaje sprawa biletu aglomeracyjnego na wszystkie środki komunikacji w Warszawie i okolicach. Dziś w WKD można jechać, posługując się kartą miejską, jedynie do Opaczy. Od kilku miesięcy trwają rozmowy pomiędzy miastem a województwem na temat wspólnego biletu, ale efektów nie ma.

– Dziwi mnie, że władze Warszawy nie były zainteresowane współwłasnością w WKD – mówi Bogusław Kowalski z Ministerstwa Transportu. – Będzie ona potrzebna na Euro 2012.
Wczoraj nie poznaliśmy stanowiska miasta w tej sprawie. Właścicielami spółki WKD są teraz samorząd województwa mazowieckiego i sześć gmin leżących na trasie. Decydujący głos będzie miało Mazowsze, bo kupiło 73 proc. udziałów.

Źródło: Życie Warszawy

czwartek, 23 sierpnia 2007

Historia szpitala w Tworkach, część III

Przedstawiamy kolejną część z cyklu opisującego historię tworkowskiego szpitala autorstwa Pawła Artomiuka. Tekst pochodzi z numeru 23 czasopisma WPR.

Lot nad kukułczym gniazdem - historia szpitala tworkowskiego odc. 3
W chwili wybuchu wojny na terenie Szpitala przebywało 1185 chorych pod opieką licznego personelu. Ponieważ większość mężczyzn została objęta powszechną mobilizacją, pawilony męskie zostały prawie bez obsługi. Z czynnymi działaniami wojennymi szpital zetknął się już pierwszego dnia wojny, przetrwawszy bombardowanie.

Wybuch wojny
Po 8 września 1939 r. w pawilonie I został urządzony lazaret wojskowy. 14 września przywieziono 30 rannych żołnierzy z Armii "Łódź", po bitwie w lasach Helenowskich. W listopadzie cały drugi pawilon został zajęty przez rannych cywili i żołnierzy. Już we wrześniu na terenie szpitala zaczęli pojawiać się żołnierze niemieccy. Od 1 października 1939 r. Szpital przeszedł pod zarząd okupanta., który nakazał redukcję stanowisk. Na jej mocy zwolniono 7 lekarzy, 5 urzędników i 16 osób personelu.
Szpital zmuszony był przyjąć 350 Niemców, około 150 Ukraińców, 400 jeńców, obywateli radzieckich i wreszcie chorych Polaków ze szpitali na Górnym Śląsku.
Po upadku Powstania Warszawskiego szpital przyjął dodatkowo 2600 chorych ewakuowanych ze szpitali warszawskich. Przez ciasnotę i zimno, a głównie z powodu głodowych racji żywnościowych, katastrofalnie zwiększyła się śmiertelność chorych. W 1941 r. wyniosła 30%. Tę zaplanowaną i konsekwentnie prowadzoną metodą wyniszczenia kierował mianowany 2 września 1940 r. przez władze okupacyjne dyrektor szpitala - Eugen Honette, brutalny, gwałtowny i dbający o interesy własne Niemiec, prawdopodobnie pochodzenia francuskiego lub belgijskiego, (który nie był lekarzem lecz fachowcem z branży księgarskiej) oraz dwóch jego pomocników, też Niemców: nadinspektor Gottfried Kałz i nadpielęgniarz Franz Zalfen. Nieludzkie traktowanie chorych, karanie ich za najmniejsze odstępstwa od dyscypliny, głodowe racje żywnościowe, nieopalanie sal zimą, przyniosłoby wiele gorszą statystykę, gdyby nie ofiarność personelu oraz wielu osób spoza murów szpitala, zdobywających dodatkowe pożywienie, nieco opału i kocy dla najciężej chorych...

Wstrząsające wspomnienia

Historyk psychiatrii dr Jan Gallus pisze w swoich wspomnieniach:
"Wtedy to zetknąłem się po raz pierwszy i ostatni z różnego rodzaju zaburzeniami wywoływanymi głodem, polegającymi nie tylko na wyniszczeniu organizmu oraz tzw. obrzękach głodowych, ale z wieloma przypadkami powikłań na tle - ze śmiercią głodową, samozjadaniem własnych części ciała i niemal ludożerstwem włącznie. (...) Doc. Łuniewski stał się tzw. naczelnym lekarzem, a dr Handelsman ze zrozumiałych względów niestety musiał opuścić nasze grono."

Szpital tworkowski był jedynym wśród bratnich instytucji, który nie został zniszczony przez okupanta. Wieść o niszczeniu podobnych placówek oraz uśmiercaniu pacjentów odbiła się szeroko. W Tworkach panowało stałe napięcie, nieprzewidywalne i całkowicie zależne od humorów p. Honette i władz niemieckich. Gallus wspomina: "Staraliśmy się przetrzymywać chorych jak najkrócej i leczyć ich jak najintensywniej, tym bardziej że raz po raz spotykaliśmy się z przypadkami niespodziewanego zabierania niektórych naszych chorych w nieznanym dla nas celu i kierunku. W ten sposób pewnego dnia zabrano ze szpitala wszystkich przebywających w nim pacjentów i pacjentki żydowskiego pochodzenia - około 350 osób i wywieziono niby do Zakładu Psychiatrycznego "Zofiówka" w Otwocku, dokąd nigdy nie dotarli. Jak należy się domyślać - gdzieś po drodze zostali wymordowani."

Lekarze byli solidarni i niestrudzeni w pracy. Dzięki temu nie tylko udało im się ocalić życia wielu osób, ale również przetrzymywać wśród chorych - i to przez dłuższe okresy czasu ludzi całkowicie zdrowych lecz wymagających ukrycia. Byli to głównie członkowie Ruchu Oporu, działacze społeczni, działacze kultury itp.
Gallus pisze: "I tak np. osobiście udało mi się ukryć i przetrzymywać przez kilka miesięcy jednego z wybitniejszych dostojników zakonnych Polski, poszukiwanego przez Niemców i cudem ocalałego od śmierci po wymordowaniu kilku jego towarzyszy... Niestety owe dni napięcia, tygodnie, miesiące i lata tej trudnej i niesłychanie wyczerpującej, stałej czujności w pracy i poza pracą niejednego z nas załamywały, a nawet zmogły jak doc. dr Witolda Łuniewskiego, który zmarł w 1943 roku. Jego obowiązki przejął dr med. Edward Steffen (senior)."

Ze wspomnień doktora Gallusa możemy wyobrazić sobie bezsilność z jaką Polacy musieli się co dzień mierzyć:
"Spośród wielu poważnych i ciężkich dla mnie przeżyć okupacyjnych, takich jak prawie całkowita likwidacja rodziny mojej żony za jej zasługi dla kraju i trwanie w polskości (Rodzina Bursche), szczególnie przygnębiająca była bezsilność w zapobieganiu temu, co się działo, a czemu niekiedy być może dało by się zapobiec. Jedno z takich przeżyć - samooskarżenie się o żydowskie pochodzenie i oddanie w ręce Gestapo sekretarki Honneta, Zofii Kubryń (Soni) – równie mocno mną wstrząsnęło. Sonia przed udaniem się do Honneta z owym samooskarżeniem, wpadła do mnie do gabinetu, akurat w czasie gdy przyjmowałem chorego. Wyglądała jakby czegoś chciała, lecz zaraz wycofała się. Gdy potem dowiedziałem się o jej kroku, męczyłem się długo. Gdyby traf chciał inaczej i byłbym wtedy wolny, mogłaby zamienić ze mną parę słów i być może udałoby się odwieść ją od tego zamiaru i zapobiec jej śmierci."

Smutne wiklinowe koszyki
Według danych statystycznych w okresie okupacji przez szpital tworkowski przeszło 5171 chorych. W sierpniu 1944 r. ewakuowano chorych wraz z personelem ze szpitali warszawskich do obozu przejściowego znajdującego się na terenie warsztatów kolejowych w Pruszkowie - Dulag 121.
W obozie przebywało do 15 tysięcy osób, a przez cały okres (sierpień 1944 - styczeń 1945) przeszło przez niego 650 tysięcy. Stamtąd tez ponad dwa i pół tysiąca chorych ulokowano w Tworkach.
Zgodnie z rozkazami Ruchu Oporu spośród pracowników szpitala tylko kilku mogło wziąć udział w Powstaniu Warszawskim, mianowicie: Janusz Kosowski, Gustaw Liedtke i Franciszek Kłykoraz częściowo doktor Feliks Kaczanowski - w pomocy żoliborzanom, których grupę w czasie Powstania doprowadził razem z jej opiekunką Zofią Kozicką ps. „Marta” do Tworek.

Powróćmy w tym miejscu jeszcze raz do Kronik Łuniewskiego, do tej ostatniej pisanej w 1941 r. w języku niemieckim. Kronika dyrektora jest ostrożna, zawiera prawie samą statystykę. Łuniewski na końcu dziękuje władzom niemieckim za pozwolenie jej napisania i wydrukowania, ale między innymi dziękuje i za to, że pozwolono pacjentom ściąć nad stawami wiklinę. Z wikliny plecie się koszyki, sprzedaje - kupuje trochę żywności. Wojna była nieszczęściem światowym, ale nawet na tym tle nie maleje wielki, osobisty dramat dyrektora Łuniewskiego, znakomitego naukowca zmuszonego do podziękowania za wiklinę i koszyki. Witold Łuniewski zmarł 21 stycznia 1943 roku. Został pochowany na przyszpitalnym cmentarzu. Po wojnie zgodnie z jego wolą, trumnę przewieziono do Warty, do rodzinnego grobu Łunickich.
16 stycznia 1945 r. Honette opuszcza szpital, rabując i wywożąc cenne rzeczy chorych z depozytu oraz całą zawartość kasy szpitalnej. Następnego dnia, 17 stycznia 1945 r. Tworki zostały wyzwolone...

Był to jedyny szpital psychiatryczny, który nie uległ zniszczeniu i eksterminacji pacjentów w okupowanej Polsce...
c.d.n.

Źródło: WPR0023